Parownik #8 – szemrane interesy w Los Santos i amerykański sen Krypty 89

parownik_title

Dawno nie pisałem tutaj nic o swoich gamingowych bojach, co nie znaczy, że nie mam czasu na grę. Tego w „łaskawości” pandemii jest pod dostatkiem i myślę, że nie zaskoczy nikogo informacja o kilkugodzinnych codziennych sesjach w wirtualnych światach.

Ostatnio w znacznej mierze poświęciłem się dwom tytułom, w które zagłębiłem się w stopniu niemal nałogowym. Pech chciał, iż produkcje te zewsząd ten proceder ułatwiają, więc nie mając nic więcej na swoje usprawiedliwienie, czym prędzej spieszę z wyjaśnieniami. Zapraszam do rozwinięcia 🙂

Moja aktywność blogowa w minionych dwóch tygodniach była mizerna i zdążyłem się już pochwalić swoim powrotem do GTA Online, aktualizując tym samym swój profil na platformie społecznościowej Rockstara.

Cóż, GTA V to istny pochłaniacz czasu i ukrywanie tego faktu z pewnością nie ma sensu. Pewnikiem, z którym nawet nie warto dyskutować jest kapitalna kampania fabularna, która przykuwa graczy na wszystkich mainstreamowych platformach (no może poza Switchem, bo ten ostatnio urósł do niespotykanych dla handheldów rozmiarów).

Bez dwóch zdań jednak przeniesienie mechanik ze świetnego singla do trybu Online to zupełnie inna liga wirtualnej rozrywki. Misje dla małych grup, nielegalne biznesy, dostęp do wielu unikalnych pojazdów, broni i nieruchomości – to wszystko czyni z sieciowego GTA produkt kompletny.

GTA_Online

Choć moja przygoda z produkcją Rockstara dopiero się zaczyna, to już zdążyłem zrozumieć jej mechanizmy i docenić walory, których próżno szukać w innych grach. Zachodnio-amerykański klimat wręcz wypływa na gracza wraz całym swym kiczem i bezczelnością, co dla nas – Słowian wschodnich jest nietuzinkową egzotyką, wyjątkowym i pociągającym klejnotem, mitem utrwalanym w naszych głowach od pokoleń.

A co po wyłączeniu komputera?

W ramach „relaksu”, który w rzeczywistości przybiera formę hardcorowego zaglądania w telefon co kilka minut, sięgnąłem po bardzo popularny Fallout Shelter od Bethesdy. Przez bardzo długi czas nie ośmieliłem się do tego tytułu, nie rozumiejąc jego fenomenu i mimowolnie wrzucając do worka „lekkich pierdołkowatych gierek na telefon”, jednak bardzo szybko po instalacji zrozumiałem, w jakim błędzie tkwiłem przez lata.

Istotnie, jest to oryginalnie produkcja mobilna (choć można zagrać w nią również za pośrednictwem Steama), jednak amerykański sen, stanowiący trzon snutej od lat przez markę opowieści to w rzeczywistości kwintesencja Shelter. To swoisty plakat uniwersum Fallouta, interaktywny plakat.

fallout_shelter

Rysunkowa grafika, swingowe akcenty melodyczne i znane z dużych Falloutowych gier elementy to bardzo strawna w codziennym doświadczaniu mieszanka. Z jednej strony wierny hołd dla fanów uniwersum, a z drugiej wyjątkowa lekkość, która sprawia, że chce się „zajrzeć i sprawdzić”.

Zjadacz czasu, przed którym skapitulowałem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s