Czerwona Planeta (2000) – wizjonerski film o przyszłości, którego większość widzów nie doceniła

red_planet_title

W 2000 roku swoją premierę miał film z gatunku sci-fi, który pomimo sporego budżetu 75 milionów dolarów i pokładanych w nim nadziei, niestety nie przyjął się dobrze i spotkał się z bolesną krytyką.

Co ciekawe, produkcja ta dzisiaj prezentuje się lepiej niż niemal 20 lat temu. W moim odczuciu świat w niej przedstawiony broni się obecnie bardziej niż w dniu premiery, a przyczyniła się do tego… Nauka.

Zainteresowanych zapraszam do rozwinięcia

Chcemy wiele, a wiemy tak mało

Wizja kolonizacji Marsa istnieje w głowach miłośników astronomii, podbojów kosmicznych i wizjonerów przyszłości już od wielu dekad. Braki technologiczne jednak mocno ograniczały producentów w kinowym realizowaniu takich koncepcji, które na przestrzeni lat były mniej lub bardziej realistycznymi próbami. Nie mam tutaj na myśli samej techniki filmowej, która również miała znaczenie, jednak przede wszystkim piszę o osiągnięciach naukowych, badaniach i realizowanych projektach, których jakikolwiek brak aż do lat 90-tych, utrzymywał w tej sferze pustkę w świadomości twórców.

Filmowcy do tamtej pory musieli spekulować na temat takich aspektów jak lot na Czerwoną Planetę, lądowanie na jej powierzchni oraz sprzęt naukowy do jej badania. Koncepcje zakładania marsjańskich kolonii był dalece oderwane od rzeczywistości.

red_planet_7

Sojourner – maleńki łazik, który spowodował eksplozję pomysłów

Pierwszy z marsjańskich łazików od NASA, który dotarł do celu w 1997 roku, wywołał falę ekscytacji i zdetonował bombę w popkulturze – ludzie zaczęli intensywnie interesować się Czerwoną Planetą. Na fali sławy Sojournera i NASA, twórcy filmowi coraz chętniej zaczęli spoglądać ku obraniu takiej właśnie tematyki.

Ciekawostką jest pojawienie się tego małego łazika w omawiany filmie Czerwona Planeta. Można powiedzieć, że jest to swego rodzaju hołd twórców w jego kierunku. Na uwagę zasługuje także inspiracja poduszkami powietrznymi lądownika Pathfinder.

Krótki rys fabularny

Postępujący kryzys klimatyczny na Ziemi oraz rosnąca populacja ludzi, uniemożliwiają w dalszej perspektywie życie naszego gatunku na macierzystej planecie. Zapada decyzja o terraformowaniu Marsa, który w opinii naukowców nadaje się do założenia kolonii. Początkowy sukces skutkuje pojawieniem się powietrza w marsjańskiej atmosferze. Nie na długo.

W tajemniczych okolicznościach niezbędny ludziom tlen zaczyna znikać, a plan zasiedlenia Czerwonej Planety może okazać się fiaskiem. W obliczu utraty swojej ostatniej deski ratunku, ludzie wysyłają na Marsa misję badawczą, której celem jest sprawdzenie warunków i ocena sytuacji oraz reaktywacja dawnej bazy.

red_planet_2

Niestety w trakcie wejścia statku na orbitę docelowej planety, dochodzi do silnego rozbłysku słonecznego, który uszkadza konstrukcję. Kierująca misją, komandor Kate Bowman (Carrie-Ann Moss), podejmuje decyzję o niezwłocznym lądowaniu astronautów na powierzchni, celem uratowania długiego i kosztownego przedsięwzięcia. Sama zmuszona jest pozostać na statku, aby przywrócić jego sprawność i umożliwić późniejszy powrót na Ziemię.

red_planet_5

Lądowanie okazuje się bardzo pechowe, a jeden z członków załogi zostaje poważnie ranny. Za jego własną namową, pozostali astronauci zostawiają go na śmierć, ponieważ ograniczone zasoby tlenu muszą wystarczyć im na dotarcie do bazy. Ta jednak jest kompletnie zniszczona i bez zapasów powietrza i żywności. Świadomi bliskiego końca mężczyźni okrywają jednak, że w marsjańskiej atmosferze jest powietrze zdatne do oddychania…

red_planet_4

Rozpoczyna się dramatyczna walka o powrót na statek, przeplatana z próbą odkrycia tej klimatycznej zagadki. Astronauci są świadomi ogromnego zagrożenia, jednak zdają sobie sprawę z wagi takiej nowiny, stąd jak najszybciej muszą poinformować o tym Ziemię.

Słodko-kwaśny mix

Nie będę oszukiwał, że bohaterowie posiadają bogatą historię i skomplikowaną osobowość, każdy z nich jest na swój sposób jednowymiarowy. Luzacki mechanik (Val Kilmer), ambitny i wygadany naukowiec (Tom Sizemore), playboy (Benjamin Bratt), rozchwiany indywidualista (Simon Baker), filozof (Terence Stamp) i wspomniana wcześniej odważna i walcząca o swoich ludzi pani komandor. Całość zespołu jest strawna i kompletna, jednak każda z postaci od początku do końca trzyma się swojej roli i nie odbiega nawet na milimetr – nie ma żadnych wewnętrznych przemian.

W filmie pojawia się także delikatny wątek romansowy, który może i nie przeszkadza, jednak osobiście nie uważam go za element niezbędny w tego typu produkcji.

Compressed by jpeg-recompress

Pomijając osobowościową i emocjonalną płaskość Czerwonej Planety, uznaję pozostałe aspekty za całkiem udane. Jest to dość twarde kino sci-fi, w którym nie zobaczymy laserów, a całość zdaje się mieć w mniejszym lub większym stopniu naukowe podwaliny, bądź opierać się na luźnych koncepcjach…

… które bronią się lepiej dziś, niż w dniu premiery.

Przyznam, że pozwoliłem sobie przeczytać kilka recenzji tego filmu. Wszystkie pochodziły z 2000 roku. Oszałamiające jest z jak wielką ignorancją i sceptycyzmem dziennikarze kinowi podchodzili do nowinek technologicznych, które pokazano w Czerwonej Planecie.

Na przykład Marcin Kamiński na łamach serwisu filmweb.pl pisze:

W „Czerwonej planecie” wszystko miało być prawdopodobne. Fabuła, realia, rekwizyty. Niestety, większość z tych obietnic nie została zrealizowana. W rezultacie widz otrzymał kolejną głupawą superprodukcję, która nie zadowoli nawet najmniej wybrednych fanów science fiction

Pomijając już dobór słów, jak i strukturę samej recenzji, poziom merytoryczny osiąga tutaj rekordowy stopień subiektywizmu. Rozumiem jak spore znaczenie w odbiorze kinowym ma „pierwsze wrażenie” i w 2000 roku mogło niestety podpowiadać absurdalność rekwizytów, jednak…

Dzisiaj, w czasach pojawienia się seryjnie produkowanych smartfonów z elastycznym ekranem, jesteśmy rządni posiadania ich na własność i nie traktujemy ich jako byt abstrakcyjny. Tymczasem w Czerwonej Planecie, 20 lat temu…

red_planet_1

Zmyślona technologia z filmu staje się obecnie faktem. A futurystyczna stylistyka skafandrów, w które wyposażeni są astronauci? Hmmm… A mamy pewność, że w 2050 roku (wtedy ma miejsce akcja filmu) takich nie będzie?

Filmweb.pl jednak określa to „kosmiczną bzdurą” 😉

A co z samą ideą terraformowania Marsa? Przyznam, że w 2000 roku mogło brzmieć to futurystycznie – detonacja ładunków wewnątrz czap lodowych na biegunach Czerwonej Planety, uwolnienie zalegających tam zasobów dwutlenku węgla, który wywoła efekt cieplarniany. W tych korzystnych warunkach proste organizmy roślinne (w filmie były to algi) miałyby żywić się uwolnionym gazem, same wytwarzając potrzebny nam tlen. Po pewnym czasie Mars posiadałby atmosferę zdatną do oddychania.

red_planet_8

Brzmi jak bajka? W 2000 roku pewnie tak. A teraz kiedy to samo słyszymy z ust znanego miliardera, Elona Muska, coraz więcej ludzi jest przekonanych w sukces jego firmy, a ambitny plan kolonizacji Marsa do 2035 roku nie jest już wkładany do działu kinowej fikcji… Osobiście nie jestem jego wyznawcą i ostrożnie podchodzę do planów SpaceX, jednak niestandardowy model działania tej korporacji oraz szybki rozwój jej technologii mogą imponować, stąd śmiało uznaję wizję ujarzmienia Czerwonej Planety przez Muska za prawdopodobną. I nie jestem w tym odosobniony.

Czerwona Planeta – ogółem 8/10

Nie mam zamiaru wybielać Czerwonej Planety, ponieważ ta ma na swoim koncie kilka drobnych potknięć. Jednym z nich jest kiepska próba demonstracji możliwości CGI w postaci pojawiającego się w filmie agresywnego robota wojskowego – AMEE. Konstrukcja o sympatycznej nazwie miała docelowo pełnić rolę pomocnika dla astronautów, jednak podczas pechowego lądowania coś się zepsuło. Design maszyny uznaję za nietrafiony – co to jest u licha? Skynet?

red_planet_3

Ale redaktor filmweb.pl ma odmienne zdanie na ten temat 😉

Drugim nietrafionym pomysłem jest umieszczenie tajemniczych, wszystkożernych owadów, które pojawiły się w niejasnych okolicznościach. Stworzenia te odpowiadają za spustoszenie dawnej marsjańskiej bazy i podjadanie upraw życiodajnych alg. Moim zdaniem twórcy filmu dodali ten element na siłę.

Na zdecydowaną pochwałę zasługuje oprawa wizualna, która świetnie oddaje powierzchnię Marsa. W czasach powstawania filmu nie jeździł po niej już żaden łazik, a dostarczonych przez lądownik Pathfinder zdjęć rudych pustkowi jest stosunkowo niewiele, zatem twórcy dysponowali ubogimi materiałami. Jednak w obliczu całego mnóstwa fotografii dostarczonych przez kolejne łaziki – Spirit, Opportunity (od 2004 roku) i Curiosity (od 2012 roku), wiemy jak bardzo trafnie oddano klimat Czerwonej Planety.

Jest to film z całą pewnością niedoskonały, ale mimo to przemyślany, wyważony i w pewnych aspektach nawet wizjonerski. Polecam jego seans po latach, ponieważ nasze postrzeganie podróży kosmicznych uległo od 2000 roku znacznej zmianie i obecnie produkcja ta wypada lepiej.

A redaktorom filmweb.pl polecam to samo 🙂

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s