Nie marudź, rób swoje! – szkoła wojskowej dyscypliny i przesuwania własnych barier

SA_zachar

Wielu trenerów personalnych, fit-influencerów i instagramerów można aktualnie znaleźć w sieci i każdy w mniejszym lub większym stopniu będzie inspirował do działania, mówiąc: „Rusz tyłek! Twoje zdrowie jest na wyciągnięcie ręki!”. Bardzo dobrze, że są i dzięki nim wzrasta w społeczeństwie świadomość i rozprzestrzenia się moda na dobrą kondycję fizyczną – to jak najbardziej pozytywne zjawisko.

Niestety z czasem można w tym światku dostrzec pewną bezcelowość – trening dla samego treningu, walka o wymarzoną sylwetkę lub kolejne sportowe osiągnięcie. I tyle.

A przecież nasza fizyczna kondycja ma wymierny wpływ na nasze życie, jego jakość oraz służbowe możliwości. Świetnym przykładem na to są właśnie służby mundurowe, a jego ekstremum… Komandosi!

Zapraszam do rozwinięcia.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jest to materiał sponsorowany – nie tylko ze względu na słabe zasięgi mojego bloga i niską wartość marketingową z tego płynącą 😉 Piszę to co szczerze czuję i myślę – Ty możesz myśleć inaczej, Twoje prawo. Uszanuj moją opinię 🙂

Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?

Z uwagi na tematykę mojej internetowej działalności mogę ze sporą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że każdy elitarny gość na moim blogu to gracz, modelarz, kolekcjoner lub entuzjasta historii. Ewentualnie wszystko jednocześnie – jak ja 🙂

Muszę być tutaj brutalnie szczery – nasze hobby i zainteresowania nie sprzyjają budowaniu dobrej kondycji fizycznej, ponieważ są w znacznej mierze „siedzące”. Nie ma się czego wstydzić – nie każdy musi być piłkarzem, atletą czy maratończykiem. Ludzie mają różne zainteresowania i to właśnie jest piękne.

Może są tutaj bushcrafterzy, którzy lubią od czasu do czasu wyjść na leśną bądź górką wędrówkę i tym samym uprawiają bardzo przyjemną i ciekawą aktywność fizyczną. Może ktoś z uwagi na historyczno-patriotyczną tematykę trafił przypadkiem tutaj, a tak naprawdę uczestniczy w grupach ASG, organizacjach pro-obronnych, czy nawet przygotowuje się do testów sprawnościowych do służb mundurowych.

Jednak szczerze trzeba to przyznać – naiwnym byłoby stwierdzenie, że każdy z nas aktywnie spędza wolny czas, a w sieci buszuje sobie tylko w ostateczności 😉 Sam mam siedzący tryb pracy – przed komputerem. Potem wracam do domu – samochodem. W końcu siadam przed swoim prywatnym komputerem i przygotowuję filmy na kanał lub piszę na bloga. W wolnych chwilach czytam książki lub gram.

Gdzie tutaj aktywność fizyczna?

Właśnie jej brak pobudził mnie do myślenia. Wniosek? Trzeba zacząć się ruszać 🙂 Wielokrotnie w przeszłości dbałem o zdrowie – w szkole średniej biegałem i trenowałem kung-fu, natomiast w trakcie studiów intensywnie trenowałem na siłowni. Można powiedzieć, że przez większość życia byłem fizycznie w dobrej kondycji i świetnie się czułem.

Przełomowym momentem był czas podjęcia zawodowej pracy, a później decyzja o wznowieniu mojej internetowej działalności po latach absencji – wówczas pasywny tryb mojego życia całkowicie wyparł inne aktywności i nie musiałem długo czekać na … Oponkę 🙂

Tłuszczu giń!

Mając treningowe doświadczenia z przeszłości nie musiałem długo przekonywać się do podjęcia na nowo sportowego trybu życia. Niestety doszedł już jakiś niewygodny bagaż doświadczeń, setki godzin spędzonych w internecie w poszukiwaniu tutoriali, poradników treningowo-żywieniowych, analiz metabolicznych, podstaw anatomii – to cała masa wiedzy, różnych opinii i ludzi. Człowiek może w tym wszystkim oszaleć! I co gorsza – w akcie buntu zrezygnować z dalszych prób zmiany swojego życia na lepsze…

Setki trenerów, a każdy taki sam

Nie chcę tutaj wtykać kija w mrowisko lub umniejszać czyjego potencjału – to moja subiektywna opinia, nie chcę aby była ona dla kogokolwiek krzywdząca, jednak musicie ją przyjąć. Każdy trener personalny (modny zawód) to osoba żyjąca z uczenia ludzi jak ćwiczyć i dbać o siebie. Sami przy tym bardzo przywiązują wagę do własnego wyglądu, ponieważ to ich wizytówka – nie ma w tym nic złego. Trenują więc dla siebie, aby wyglądać dobrze i zdrowo, uczą tego samego innych, a potem publikują różnego rodzaju treści, dzięki którym są rozpoznawalni w sieci. Jak łatwo zauważyć na każdym etapie życia jest trening. Sport jest dla tych osób nie tylko sposobem na życie – jest całym życiem. Jest tylko sport.

Osobiście uważam to za niezdrowe ekstremum, z którego trudno mi czerpać jakąkolwiek motywację. Trening napędza kolejny trening i trudno dostrzec w tym jakiś konkretny cel. Udział w zawodach? OK. Uzyskanie konkretnego sylwetkowego rezultatu? W porządku. W dalszym ciągu jednak brakuje mi tutaj czegokolwiek innego poza sportem – monotonia. Trudno mi czerpać inspirację z życia ludzi, których wzorców nie mógłbym przenieść na swoje życie, które z kolei jest multidyscyplinarne, urozmaicone i czasami trudno w nim jeszcze zmieścić dodatkowe hobby / aktywność.

Skąd czerpać inspirację?

Punktem zaczepienia w podjęciu nowej drogi było dla mnie pojęcie, że jest spora grupa ludzi, która utrzymuje znakomity stan swojego ciała, aby lepiej realizować się w pracy. Służby mundurowe. Wojsko.

Gdy poszedłem tym tropem, dostrzegłem, że życie tych ludzi jest kompletnie odmienne od mojego – moja „siedząca” praca jest o lata świetlne oddalona od ich dynamicznych i wymagających zawodów. Pomimo to poczułem z nimi silną więź mentalną – to świetna inspiracja do podjęcia aktywności, która zbuduje dobra kondycję – użyteczną kondycję, która poprawi moje życie.

Przede wszystkim – użyteczność

Na co dzień nie potrzebuję rozbudowanych mięśni lub ponadprzeciętnej siły. Nie muszę być maratończykiem, ani nie muszę mieć znakomitego refleksu. Nie jestem sportowcem 🙂 A mimo to warto rozwijać w sobie wszystkie te umiejętności i cechy po trochu, aby nasze ciało mogło być gotowe na różne okoliczności i wyzwania, nawet te najmniejsze i najzwyklejsze.

Świetnym przykładem wszechstronnie wyszkolonych i bardzo sprawnych żołnierzy są właśnie komandosi, którzy nie dążą do perfekcji, jednak starają się przygotować na wszystko – trenują „w celu”, a nie dla samego treningu. Jest to bardzo ukierunkowana praca, paradoksalnie jednak o szerokim spektrum.

Komandos nie jest mistrzem świata w żadnej dziedzinie

Powyższe zdanie w sumie świetnie podsumowywałoby filozofię, która przyświeca treningom komandosów. Żołnierz sił specjalnych nie musi wyciskać na klatkę 120 kg, ani przebiegać iron mana. Nie musi zaliczać na strzelnicy samych dziesiątek z ogromnych dystansów, ani nie musi być nawigacyjnym mistrzem. Mimo to musi w tym wszystkim być dobry, cholernie dobry.

Poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko i od kandydatów na komandosów oczekuje się bardzo wiele, jednak ponad wszystko ceniona jest zdolność do adaptacji w zmiennych warunkach, umiejętność szybkiego uczenia i dostosowywania do wymagań.

Trenuj jak komandos

I tutaj pojawia się bohater tego wpisu, czyli Wojciech Zacharków, znany pod pseudonimem Zachar. To były żołnierz wojsk specjalnych, który przez 6 lat służył w JW Agat m.in. w roli szkoleniowca i prowadzącego kultową już Selekcję – morderczy proces rekrutacji do „specjalsów”.

Tutaj naprawdę nie ma żartów – tą próbę przechodzi niewielu świetnie wysportowanych i przygotowanych kandydatów, którzy niejednokrotnie przygotowują się latami do Selekcji.

Wyczerpujące biegi, brak snu, górskie marsze w trudnych warunkach pogodowych oraz konieczność nawigowania pod presją czasu i obciążeniem własnego, słabnącego ciała – przypuszczam, że pisząc to zdanie nawet myślami nie zbliżyłem się do rzeczywistych warunków tego sprawdzaniu i nie śmiem domyślać się jakie odczucia towarzyszą kandydatom.

Jaką receptę daje sam Zachar kandydatom na komandosów?

Nie marudź, rób swoje!

Po prostu. Nie ma żadnych na siłę wymyślonych frazesów o zdrowiu, większym celu, przyszłości. Nie ma chwytliwych, dobrze brzmiących sloganów, ani cytatów stworzonych na potrzeby instagrama.

Masz robotę do wykonania, więc ją zrób.

W ten sposób osiągnąć można naprawdę wiele – serio. Przy niejednym biegu, kiedy czułem znaczne zmęczenie i chciałem zatrzymać się choćby na kilka chwil, powtarzałem sobie: „masz to przebiec”. W tym momencie przestawał mnie obchodzić pozostały dystans, czy czas. Byłem ja i moja robota do wykonania.

I to naprawdę działa!

Człowiek ze stali kontra codzienne życie

Trudno przełożyć treningi Zachara na realne, codzienne życie zwykłego człowieka, takiego jak ja 🙂 A na pewno trudno przełożyć to:

Nie mam zamiaru budzić do dyskusji miłośników kalisteniki, street workoutu czy akrobatyki. Zapewne jesteście w stanie zrobić to lepiej od Zachara i podziwiam Was za to 🙂 Ale trzeba pamiętać, że wspomniane wyżej sporty niewiele mają wspólnego z rekreacją i luźno pojętym „dbaniem o kondycję”. To dyscypliny sportowe dla twardych i mocno ukierunkowanych ludzi, a co za tym idzie – mocno wyspecjalizowanych.

Ponadprzeciętna sprawność Zachara to ukoronowanie jego wszechstronności – to tak naprawdę multidyscyplinarny sportowiec, którego życie to ciągły ruch.

Niewiele osób mogłoby przełożyć taką filozofię na własną codzienność, ja nie mógłbym 🙂

A wszystko dlatego, że…

Życie to maraton, a nie sprint

Kluczem jest znalezienie złotego środka we własnym życiu – trenować tak, aby powoli osiągać zamierzone cele, jednak nie zatracać się w nich, żyłując organizm ponad możliwości.

Nie każdy z nas – fanów wojska, przeszedłby Selekcję 😉 Ale każdy z nas może ruszyć cztery litery i dbać o własne zdrowie, poprawiając swoją kondycję fizyczną, co zwiększy nasze życiowe możliwości i poprawi jakość … Wszystkiego 🙂

Nie będę jak Zachar, nie będę komandosem. W obliczu sprawnościowego testu pokroju Selekcji zapewne bym pękł – takie są fakty, jednak nie zamierzam tego zmieniać.

Trenuję codziennie, uprawiając umiarkowane fizyczne aktywności, co od pół roku zaczyna przynosić wymierne efekty. Uznaję proste treningi – pompki, przysiady, brzuszki i bieg. Nie biegam ultramaratonów – cieszę się, że kondycja już teraz pozwala mi na przebiegnięcie tych kilku kilometrów 🙂 Moim narzędziem jest systematyczność – dbam o to, aby moje treningi były regularne, każde odstępstwo boli mnie (na psychice) 😉

Choć moje tempo jest powolne to nieustannie walczę o to, aby moje ciało było zdrowsze. Kropla drąży wodę.

Trenuję rekreacyjnie, myśląc jak komandos. Spróbuj mi zabronić.

Po prostu mam robotę do wykonania i staram się nie marudzić 😉

Filozofia Zachara, którego przyjąłem za bohatera tego wpisu, jest dla mnie bardzo motywująca. Uważam, że życie prostych ludzi, takich jak ja, wymaga prostych, jednak bardzo jasnych celów. Wszyscy wiemy jakie jest życie – często trudno się w nim połapać. Dlatego właśnie potrzeba wzorców, które w każdej sytuacji pomogą nam wskoczyć na właściwe tory.

Nie marudź!

Zachar motywuje mnie w codziennych treningach, a wy jakiego macie bohatera? Pochwalcie się w komentarzu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s